Michał Predko – Chwila prawdy

Michał Prełko - chwila prawdy

CHWILA PRAWDY

Ostatni tydzień przygotowań faktycznie okazał się być najcięższym okresem, ale nie był taki straszny jak się zapowiadał. Na początku tygodnia miałem wypompować z mięśni cały glikogen. Żeby to zrobić, przez trzy dni utrzymywałem poziom węglowodanów w diecie na bardzo niskim poziomie i przećwiczyłem w tym czasie każdą partię mięśniową dwukrotnie. Obciążenia, które stosowałem w tym czasie nie były maksymalne, ale bardzo krótkie przerwy między seriami nadawały mu wysoką intensywność. W poniedziałek i wtorek treningi wykonywałem po południu i szły bardzo ciężko, sił brakowało, a przed samym treningiem byłem bardzo ospały. W środę za to nie miałem wyjścia i musiałem zrobić trening z samego rana, gdyż później musiałem jechać na pobranie krwi, a te dwie rzeczy się ze sobą gryzą. To miał być już ostatni trening i obawiałem się, że na czczo po dwóch dniach głodówki nie pójdzie najlepiej, a okazało się być zupełnie inaczej. Z samego rana nie byłem jeszcze zmęczony i znużony całym dniem pracy i podejrzewam, że z tego właśnie powodu trening poszedł mi tak dobrze. Później do końca dnia nie miałem już żadnych obowiązków do wykonania, więc pozostało mi tylko spożyć wszystkie posiłki i mogłem kłaść się spać.

Zabieg niemalże całkowitego wypompowania glikogenu z mięśni sprawia, że po nagłym, znacznym zwiększeniu ilości spożywanych węglowodanów i tłuszczy będziemy w stanie zgromadzić go znacznie więcej niż dotychczas. Daje nam to wizualny efekt nabicia mięśni – są pełniejsze i bardziej pękate. Ładowanie miałem zacząć w czwartek, więc jak nietrudno się domyślić, czekałem na ten dzień jak na zbawienie J Okres ładowania trwa do samych zawodów i przez ten czas cały czas musimy obserwować jak nasze mięśnie się ładują i odpowiednio musimy zwiększać lub zmniejszać ilość węglowodanów. Najbardziej trzeba tego pilnować w dniu zawodów. Nie możemy przesadzić, gdyż mięśnie stracą wtedy swoją definicję, a to bardzo zaszkodzi ocenie.

Zawody miały się rozpocząć w sobotę o godzinie 16:00, dlatego od poniedziałku zacząłem również odwadnianie. Dzienne spożycie wody zwiększyłem do 10l, a ilość spożywanej soli do 10g. Jak nie trudno się domyślić wypijając taką ilość wody co chwilę biegałem do toalety. Cały czas musiałem mieć przy sobie wodę, a do posiłków wypijałem po kilka kubków herbaty. Generalnie cały czas tylko piłem. Posiłki były przygotowywane bez użycia soli, więc wszystkie przyprawy zawierające sól musiałem wyeliminować. Chodziło o to, aby dokładnie kontrolować tą ilość, dlatego sól codziennie wsypywałem do pojemniczka i soliłem jedzenie bezpośrednio przed zjedzeniem. W celu odwodnienia najpierw zwiększamy spożycie wody i soli, po czym odcinamy jedno i drugie całkowicie. Sól odstawiłem w piątek rano, zaś wodę tego samego dnia o godzinie 21:00.

W piątek również musiałem posmarować się bronzerem, więc zaraz po przyjeździe do Gdańska wziąłem się do roboty, bo trochę czasu na to potrzeba. Smarowanie było ciekawe, bo po nałożeniu bronzera skóra jest tylko odrobinę ciemniejsza, a po około godzinie różnica w kolorze jest kolosalna. Nie spodziewałem się czegoś takiego dlatego z początku widząc, że kolor jest mało intensywny, nakładałem dosyć grubą warstwę. Zacząłem od smarowania nóg i gdy przeszedłem do górnych partii, zauważyłem, że moje nogi dosyć mocno przyciemniały. Stwierdziłem wtedy, że jednak lepiej nie przesadzać z ilością bronzera i górę posmarowałem już odrobinę skromniej. Po smarowaniu miałem się jeszcze udać na spotkanie z Radkiem w celu sprawdzenia formy i mieliśmy ustalić jak dużo węglowodanów mam jeszcze spożyć żeby mięśnie były optymalnie naładowane następnego dnia. Okazało się, że ładowanie było u mnie na tyle mocne, że już w piątek wieczorem byłem niemalże w pełni nabity. Oznaczało to, że nie będę mógł się już podładować na wieczór tzw. cheat mealem, tylko będę musiał się zadowolić suchą wołowiną z nieposolonym ryżem i masłem orzechowym, mmm… 🙂

Poziom odwodnienia również był wysoki, dlatego nie musiałem już za dużo kombinować. Efekt odwodnienia można jeszcze nasilić poprzez spożycie określonej ilości alkoholu przed zawodami. Oczywiście mowa o czystej wódce. Najlepiej jednak jest to zrobić przed samym spaniem, bo w takim stanie bardzo szybko może zdjąć nas z nóg J Ja spożyłem 150 ml no i niestety nie mogłem tego niczym popić, ani zagryźć, bo wodę odstawiłem 3 godziny wcześniej, a posiłki również zostały już zjedzone. Myśl, że następnego dnia po przebudzeniu również nie będę mógł się niczego napić nie była pocieszająca, ale jak mus to mus. 10 minut po wypiciu alkoholu, gdy poszedłem umyć zęby już poczułem lekkie zawroty głowy, więc faktycznie bardzo szybko alkohol zaczął działać. Po umyciu zębów nie zwlekałem za długo i położyłem się do łóżka. Zasnąłem prawie, że momentalnie 🙂

W sobotę rano znów było zaskoczenie, gdyż spodziewałem się kaca i problemów z wysuszonym gardłem, a czułem się dobrze. W sumie nawet trochę się wyspałem. Dużo do roboty nie miałem, więc spakowałem szybko rzeczy i ruszyłem do biura na zapisy, które miały rozpocząć się o godzinie 9:00. Po drodze zjadłem śniadanie, na które miałem przygotowanego omleta z jajek i płatków owsianych. Śniadanie nie mogło oczywiście zawierać wody więc płatki do omleta nie były wcześniej moczone w wodzie. Zjedzony został na sucho i to też była dla mnie niespodzianka, że nie było z tym problemu. Od chwili wejścia na halę, nie wychodziłem z niej już do chwili zakończenia rywalizacji na scenie. O godzinie 10:00 rozpoczęła się weryfikacja zawodników – mierzenie i ważenie, w celu sprawdzenia, czy zawodnik spełnia kryteria kategorii, w której zgłosił swój udział. Ja zmieściłem się bez problemu. Wiedziałem, że jadę na zawody z kilkukilogramową niedowagą i głównie to będzie mi utrudniało rywalizację. Zmierzono mnie na 177 cm, zaś waga pokazała 80,4 kg. Przy tym wzroście w kulturystyce klasycznej limit wagowy wynosi 83 kg. Do limitu miałem zatem jeszcze ponad 2,5 kg, ale trzeba mieć na uwadze to, że podczas ważenia byłem już prawie całkowicie naładowany więc brak masy mięśniowej był znaczny.

Po weryfikacji jeszcze raz musiałem nałożyć bronzer, żeby jeszcze bardziej przyciemnić skórę. Miałem do zjedzenia jeszcze jeden posiłek, który miał dość ciekawy skład – ryż biały i wafelek princessa. Zjadłem go w dwóch porcjach, pierwszą o godz. 11:00, drugą o 13:00. Do godz. 15:00 leżałem z nogami na podwyższeniu i odpoczywałem, żeby ładowanie glikogenu zachodziło tak jak powinno. Najważniejsze przed wyjściem na scenę jest to, żeby nogi były maksymalnie wypoczęte. Stąd częsty widok zawodników porozkładanych po kątach J Faktycznie, po ponad 2 godzinach takiego leżenia, wygląd nóg się znacznie poprawił. Na pół godziny przed rozpoczęciem zawodów widziałem się jeszcze z Radkiem i stwierdził, że zaczynam robić się płaski. Żeby temu zapobiec do ostatniego posiłku przed wyjściem na scenę dodałem 200ml wody. Do zjedzenia zatem miałem woreczek ryżu z wodą, więc prawie była to zupa…  🙂

   

Przewidywaliśmy, że na scenę wyjdę około godziny 20:00 więc spokojnie zjadłem posiłek tuż przed godziną 16:00 i zacząłem nakładać ostatnią warstwę bronzera. Nagle jednak około godziny 16:30 wszyscy zaczęli panikować, bo poszła w obieg informacja, że za chwilę mamy wychodzić (my, w sensie kulturystyka klasyczna do 180cm). Faktycznie informacja była prawdziwa. Za chwilę przyszedł jeden z koordynatorów i ogłosił, że mamy się ustawić pod wejściem na scenę, bo za chwilę wychodzimy. Problem był taki, że byłem w połowie smarowania bronzerem, a na to jeszcze powinienem nałożyć oliwkę. Mało tego, przed wyjściem na scenę trzeba jeszcze wpompować trochę krwi do mięśni wykonując ćwiczenia z niewielkim obciążeniem np. z wykorzystaniem gum bądź sztangielek. Wszystko to robiliśmy na ostatnią chwilę więc te elementy nie były dopracowane w 100%.

Na scenie wszystko działo się bardzo szybko. W mojej kategorii było sporo zawodników bo aż 30. Wychodziłem w pierwszej piętnastce, więc na scenie byłem dosyć długo. Z jednej strony fajnie, a z drugiej bardzo ciężko, bo przez ten cały czas trzeba trzymać napięte mięśnie. Nie można odpuszczać ich nawet na chwilę, bo jeśli sędzia spojrzy na nas gdy akurat rozluźniliśmy nogi to niestety kiepsko nas oceni. Nie raz widziałem jak zawodnikom na scenie spływa bronzer w trakcie pozowania. Podobno wpływ na to może mieć kilka rzeczy. Oczywiście przede wszystkim słabe przygotowanie skóry i nałożenie bronzera, ale również bardzo mocne oświetlenie, które mocno grzeje na scenie, a do tego dochodzi jeszcze ciągłe napinanie mięśni przez co zaczynamy się pocić. Mimo, iż widziałem to nie raz, to i tak nie ominęło mnie to przykre doświadczenie. W moim przypadku problemem było nałożenie bronzera przed samym wyjściem na scenę. Bronzer zaczął mi spływać w momencie kiedy na scenę wchodziła kolejna 15-tka, a ja już stałem w tle. Radek dawał mi znaki spod sceny żebym rozcierał bronzer żeby kolor był jednolity. Tak też robiłem i moje dłonie później wyglądały jakbym je wsadził w smar, ale to było w tamtym momencie najmniej istotne.

           

Okazało się, że zakwalifikowałem się do półfinału! Postarałem się zatem przywołać do porządku moją skórę i dalej pompowałem mięśnie przed kolejnym wyjściem na scenę. W półfinale zostało 15 najlepszych zawodników, zaś do finału przechodziło już tylko 6. W półfinale moja niedowaga była już bardziej zauważalna i mimo dobrej formy nie udało mi się zakwalifikować do finału. Wynik jaki uzyskałem na tych zawodach to 11 miejsce. Biorąc pod uwagę poziom przygotowania konkurencji uważam to za bardzo dobry wynik. Podczas przygotowań do kolejnych zawodów moim głównym celem jest znaczne zwiększenie ogólnej masy mięśniowej, gdyż w mojej sylwetce raczej nie ma słabszych, czy mocniejszych stron. Wszystkie partie są równomiernie rozwinięte, co można uznać za duży atut. Na rozwinięcie muskulatury w odpowiednim stopniu będę potrzebował sporo czasu dlatego po konsultacji z Radkiem kolejny start zaplanowałem na Mistrzostwa Polski w kwietniu przyszłego roku. Na tych zawodach dowiedziałem się nad czym muszę popracować i na co muszę uważać podczas kolejnych startów. Mimo, iż jadąc na te zawody liczyłem na finał, to ostatecznie jestem zadowolony z 11 miejsca. Jak to mówią – nie od razu Rzym zbudowano!

Po zawodach oczywiście przyszedł czas na wielką ucztę 🙂 Nie będę się tutaj o niej długo rozpisywał, ale myślę, że ciekawostką dla niektórych może być fakt, że po takich zawodach można zjeść naprawdę ogromne ilości jedzenia i nie wpłyną one negatywnie na naszą sylwetkę. Ba, nawet kilka dni nie powinno nam zaszkodzić. Mając tego świadomość nie ograniczałem się tego wieczora i już pod sceną zjadłem cały słoik nutelli z biszkoptami, po czym wraz ze znajomymi odwiedziliśmy kilka restauracji niekoniecznie tych ze zdrową żywnością 😉 W niedzielę będąc jeszcze w Gdańsku i oglądając pozostałe kategorie startujące, w dalszym ciągu korzystałem z możliwości jedzenia niemalże wszystkiego. Bardzo długo czekałem na ten weekend J Pierwszy start w zawodach uważam za udany i niewątpliwie będę chciał to powtórzyć, tym razem z jeszcze lepszym wynikiem. Przede mną kilkanaście miesięcy ciężkiej pracy. Najważniejsze to konsekwencja i dopilnowanie by nie zmarnować ani chwili, bo wbrew pozorom czasu wcale nie jest zbyt wiele.

Zostaw Komentarz